Janusz Ch.

Janusz Ch.

Udostępnij

Janusz Ch., jedyny w swoim rodzaju! Bloger, komentator, miłośnik ciekawych historii i prasy sprzed lat. Z Gdańska i dla Gdańska.

Photos from Janusz Ch.'s post 09/07/2026

25 ROCZNICA POWODZI W GDAŃSKU

Dziś 25. rocznica ulewy, która przeszła nad Gdańskiem, a która przerodziła się w powódź. Dla czterech mieszkańców Gdańska była to data śmierci, dla wielu tysięcy – miesiące tragedii. Ludzie uszli z życiem, ale stracili domy i cały majątek…
Woda jest potężnym żywiołem. Wieloletnie zaniedbania i pech doprowadziły do tragedii.
Przypomnijmy sobie, co się wtedy działo, przeczytajcie relację z pierwszych dni po powodzi.

Zapraszam na stronę Gdańsk Strefa Prestiżu, gdzie zobaczycie galerię zdjęć fotoreportera, pana Roberta Kwiatka. Wiele zdjęć jest dotychczas niepublikowanych!

https://www.gdanskstrefa.com/powodz-w-gdansku-2001-rocznica/

Poniedziałek, 9 lipca 2001 roku. Wakacje.

„Dziennik Bałtycki” opisuje wydarzenia z weekendu – głównie rozrywkowe.
Pogoda dopisywała, a okazji do zabawy nie brakowało: Festiwal Teatrów Plenerowych i Ulicznych FETA na Zaspie na pasie startowym, w Brzeźnie na „Scenie Muzycznej” zagrał Piasek.
W Gdańsku przygotowania do Jarmarku. Nad Motławę po wielu latach wróciły wodoloty.
„Te wyjątkowo hałaśliwe statki wywołują na wąskim akwenie starego portu gdańskiego ogromne fale, dewastując nabrzeża. Administracja morska jest bezradna”.
Kończy się remont „nowego Żaka”, który ma zacząć działalność 23 listopada, od festiwalu „Jazz Jantar”.

W tej samej gazecie prognoza pogody: „Dzisiaj w regionie sporo chmur, możliwe opady deszczu. Na Kaszubach okresami opady mogą być intensywne”.

10 lipca 2001, „Dziennik Bałtycki”:
Na okładce jedno słowo: „POWÓDŹ”. To jedno słowo zobrazowano zdjęciem właściciela Malucha, który usiłował pchać zalane auto na skrzyżowaniu pod Urzędem Miasta.

Na stronie drugiej:
„Apokalipsa. Tak jednym słowem można określić to, co wydarzyło się wczoraj na Pomorzu. Ogromna ulewa zalała miasta, sparaliżowała komunikację, niszczyła domy i drogi. Ze wstępnych szacunków wynika, że kilkadziesiąt rodzin straciło dach nad głową. Do naszej redakcji docierały sygnały o rannych i zmarłych mieszkańcach województwa”.

Zaczęło padać po godzinie 11:00, a kulminacją był deszcz nawalny po godzinie 14:00.

Zalało Urząd Miejski i Komendę Miejską Policji.
Piwnice były zalane, na parterze wody po kolana. Urzędnikom z Urzędu Miejskiego zakazano wychodzić z budynku – obawiano się porażenia prądem.
W Komendzie Miejskiej w piwnicy zalało roczny zapas papieru, w Urzędzie – nowe generatory prądu. Nie działały też komputery. Zalało szpital na ul. Kieturakisa.

Kompletnie zalany był Dworzec Główny i tory kolejowe.
Woda przelewająca się przez skrzyżowanie do wykopu torowiska obok urzędu miejskiego podmyła nasyp – strażacy w ostatniej chwili uratowali kioskarkę, po kilku minutach kiosk spłynął na torowisko.

Zalało Orunię, gdzie pękł wał Kanału Raduni – wyrwa miała początkowo 15 metrów szerokości. Woda wypływająca z wyrwy zmiotła dwa domy stojące najbliżej.
Woda sięgała do pasa. Mieszkańcy byli zrozpaczeni, usiłowali uratować cokolwiek cennego, a cały dobytek wypływał z mieszkań.
W sztabie kryzysowym urządzonym w Urzędzie Wojewódzkim o godz. 23:00 nagle brakowało prądu. Urzędnicy i 200 mieszkańców, którzy znaleźli tam schronienie, siedzieli przy oświetleniu awaryjnym.

Przed północą został zalany Wrzeszcz i Strzyża.

W Raporcie „Powódź w Gdańsku 2001” Wojciecha Majewskiego (Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej Państwowy Instytut Badawczy, Warszawa 2010), czytamy:
„Powódź ta w ciągu ok. 4 godz. spowodowała ogromne straty bezpośrednie w samej infrastrukturze miasta wynoszące ok. 200 mln PLN, nie mówiąc o stratach pośrednich i stratach poniesionych przez ludność. Powódź spowodował nawalny deszcz o niespotykanej dotychczas na tym obszarze intensywności, który objął głównie zlewnię Kanału Raduni. Była to typowa powódź miejska, obejmująca Gdański Węzeł Wodny znajdujący się na terenie Żuław Gdańskich”.

„Nastąpiło więc szybkie napełnienie Kanału i przelanie się wody ponad koroną prawobrzeżnego obwałowania i w konsekwencji jego rozmycie w 5 miejscach. Spowodowało to zalanie obszarów położonych wzdłuż Traktu Św. Wojciecha. W wyniku przerwań prawego obwałowania Kanału Raduni zostały zalane tereny w ich sąsiedztwie”.

Już 10 lipca w Gdańsku pojawił się premier Jerzy Buzek z komisją rządową, przekazując milion złotych na najpilniejsze potrzeby.
Powiedział: „Uruchomiłem już rezerwę budżetową dla najbardziej poszkodowanych w wysokości jednego miliona złotych. Jeszcze w tym tygodniu Rada Ministrów będzie chciała podjąć decyzję o zakresie dalszej pomocy finansowej. Dziś w najbardziej zagrożonych i zniszczonych miejscach pracuje ogółem 2000 osób. Woda spowodowała ogromne zniszczenia, ogromny jest rozmiar ludzkich tragedii tych, którzy stracili swoje mienie. Nasza pomoc do nich przede wszystkim powinna być kierowana”.

Bardzo duże straty poniósł PKO Bank Polski przy ul. Grunwaldzkiej 137 – budynek został zalany.

„Dziennik Bałtycki”, 11 lipca 2001:
„Cztery ofiary śmiertelne, 1500 mieszkańców ewakuowanych, dwa budynki zniszczone, setki innych uszkodzone. Orunia i część Olszynki pod wodą”.
Na Oruni woda sięgała pierwszego piętra. Zalało też dom dla osób bezdomnych prowadzony przez „Fundację Kultury im. Św. Brata Alberta”. Ludzie próbowali ratować resztki dobytku.
Po południu przejezdna była już ul. Kartuska, porządkowano Dworzec Główny, choć urządzenia kolejowe były tak uszkodzone, że pociągi nie kursowały przez tydzień.

Rzecznik Straży Pożarnej, Piotr Porożyński, mówił o czterech zgonach.
„Dotychczas odnotowano dwa zgony 29- i 63-letnich mężczyzn, które nastąpiły z powodu zawałów serca. Jedna z ofiar, to 88-letnia kobieta. Potwierdzam, że wczoraj rano u zbiegu ulic Grunwaldzkiej i Słowackiego odnaleziono zwłoki mężczyzny. Nie można wykluczyć, że utopił się on w zalanym po dach samochodzie”. Autem tym był Polonez.

Potem okazało się, że Roman Z. który został znaleziony koło Poloneza nigdy nie miał auta. Prawdopodobnie wyszedł z domu i utonął, został znaleziony w mule.

Tym, którzy musieli opuścić domy, a nie mieli rodziny ani znajomych, do których mogliby się udać, pomocy udzielały szkoły i wojsko.
Mieszkańców transportowano do punktów pomocy doraźnej, zorganizowanych m.in. w szkołach podstawowych przy ul. Małomiejskiej, ul. Dragana i ul. Reformackiej, w koszarach przy ul. Słowackiego, noclegowni przy ul. Żaglowej oraz w Wojskowym Liceum Muzycznym przy ul. Sadowej, gdzie ze środków poseł Ewy Sikorskiej-Treli wydawano również ciepłe posiłki. Miejsca dla poszkodowanych przygotowały także domy studenckie Politechniki Gdańskiej przy ul. Wyspiańskiego i Traugutta oraz Szkoła Pracowników Socjalnych przy ul. Hallera.

Pomyślano nawet o pomocy dla zwierzaków. Lekarze ze Szpitala Weterynaryjnego im. Krzemińskiego przy ul. Łąkowej 35/38 w Gdańsku czasowo bezpłatnie przyjmowali zwierzęta do swojego „hotelu” i udzielali im pomocy lekarskiej.

Dary zbierali PCK, Caritas i harcerze.
Na stacji BP przy ul. Grunwaldzkiej samochody Straży Pożarnej mogły tankować za darmo, a w najbliższą niedzielę decyzją arcybiskupa wszystkie pieniądze z „tacy” przeznaczono na pomoc poszkodowanym rodzinom.
Firma Atlas zaoferowała pomoc specjalistów przy remontach domów i materiały budowlane za 50 000 złotych.
BIG Bank Gdański ofiarował 100 000 złotych.
W zbiórkę pieniędzy zaangażowały się też gazety z grupy Polskapresse, do której należał „Dziennik”. „Gazeta Wrocławska” ufundowała kolonie dla dzieci z zalanych gdańskich domów.
Kolonie w głębi kraju zorganizował również ZHR.
Poczta Polska zwolniła z opłat pocztowych przekazy na konta pomocy powodzianom.

Prywatne firmy pomagały nawet właścicielom aut – sieć myjni Fred za darmo prała zalane tapicerki, a firma Auto Radio Alarm robiła przeglądy i naprawy alarmów.
Firma PPH Agora ofiarowała 20 pierwszym rodzinom osuszanie mebli – a wszystkim darmowe porady, czy można coś jeszcze uratować…

Orunia i Święty Wojciech były biednymi dzielnicami, a woda odebrała ludziom wszystko.
Mieszkańcy powoli wracali do zniszczonych domów i dobytku, który nadawał się tylko na śmietnik…

„Dziennik Bałtycki”, 12 lipca 2001:
Anna Rupińska: „Woda zniszczyła nasz dom doszczętnie” – płacze pani Anna. „Meble, wykładziny, ściany, wszystko jest zniszczone. Smród nie do wytrzymania. Żyć się odechciewa!”.
Emerytka Józefa Kowalkowska: „Wojnę przeżyłam i rozmaite kataklizmy! Ta piekielna powódź jednak była najgorsza. Żeby we własnym domu krzesło służyło mi za statek?!”.
Mieszkańcy byli wściekli, uważali, że „miasto postawiło krzyżyk na Oruni”.

Drugiego dnia ofiarom powodzi pomagało: 330 marynarzy Marynarki Wojennej, 1500 strażaków (również z sąsiednich trzech województw oraz słuchacze czterech szkół pożarniczych), 200 wozów Straży Pożarnej (w tym specjalistyczne), Policja, Straż Miejska, Straż Graniczna i służby budowlane.

Sytuacja zaczęła się stabilizować, ale brakowało dosłownie wszystkiego. Ludzie najbardziej narzekali na brak informacji.
Krążący po Oruni samochód redakcji „Dziennika Bałtyckiego” zatrzymywali przechodnie, żeby się wyżalić albo czegokolwiek dowiedzieć.
Jacek Jaroński ze Świętego Wojciecha: „Nic nam nie mówią. Nie wiemy, gdzie zgłaszać się po jedzenie czy wodę. Jak sąsiad wraca z pełnymi siatkami, to znaczy, że trzeba biec po resztki. Policja też nic nie wie”.
Krzysztof Stańczyk, ul. Niegowska: „Nie wiemy, co się dzieje. Wszystko pod wodą. Jak można tak żyć... Obok stoi przepompownia, w trakcie poniedziałkowej nawałnicy stała bezużyteczna. Jestem ciekaw, czy ktoś za to odpowie”.

Brak przepływu informacji potwierdza „Dziennik” z 13 lipca. Do gazety zgłosiła się grupa kilkudziesięciu młodych gdynian, która chciała pomóc w akcji ratowniczej. Nie chcąc przeszkadzać, postanowili zapytać o sprawę telefonicznie. Nic nie wskórali, podawano im tylko kolejne numery telefonów.

„Chwyciliśmy więc za telefony. Było nas prawie pięćdziesięciu, uznaliśmy, że taka liczba rąk do pracy na pewno się przyda. To właśnie my jesteśmy to młode pokolenie, o którym starsi mówią, że żyją, ot tak bez celu, że nie mają głębszych zainteresowań i współczucia dla innych. Gwarantuję, że mamy” – mówi rozgoryczony Michał Zieliński, 21-letni student z Gdyni.

Weekendowe wydanie „Dziennika” z 14 i 15 lipca przyniosło też smutne informacje…
Do redakcji zadzwoniła zapłakana mieszkanka Oruni.
Spotkała się z zarzutem sąsiadów, że nie powinna przyjąć pomocy, bo przecież są osoby bardziej poszkodowane od niej. „Jesteśmy wytykani palcami, plują na nas” – płakała do słuchawki obdarowana przez czytelników młoda kobieta. Gazeta apelowała ponownie: „Apelujemy więc ponownie o to, abyście przeglądnęli Państwo szafy, piwnice, strychy. Znajdzie się tam pewnie wiele rzeczy, które choć na razie pozwolą powodzianom przeżyć spokojniej i godniej następne tygodnie. Dla powodzian używany tapczan wciąż jest przedmiotem luksusowym”...

Od poniedziałku 16 lipca rozpoczęto wydawanie „Kart powodzianina”. Karta została podzielona na pięć kategorii: żywność, odzież, środki czystości, sprzęt AGD i inne.

Z tym wydarzeniem wiąże się pomysł wprowadzenia tej karty - wyobraźcie sobie, że co bardziej „przedsiębiorczy” mieszkańcy Oruni… kilkukrotnie zgłaszali się po tę samą pomoc, co wyłapały osoby rozdzielające dary!
„Niestety, zdarzają się i tacy, którzy korzystając z zamieszania próbują wyłudzić dary lub wręcz okradać powodzian (...) Kradną aż boli. Wystarczyła chwila, gdy zniknął mój karton darów od Caritasu. Przez jeden dzień nie miałem co jeść. Na powodzi bogacą się również cwaniaki, którzy sprzedają paczkę papierosów po dziesięć złotych” – mówi pan Tomasz.
Takie głosy słychać było również w dzielnicy Święty Wojciech.
„Dają wszystko, ale złodzieje kradną tak samo chętnie” – twierdzi Marek Tomaszewski, mieszkaniec dzielnicy. Wystarczy chwila, by znikła resztka nadziei w postaci... kilku konserw.

Tak o „Karcie Powodzianina” mówił Waldemar Nocny, zastępca dyrektora Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej:
„Zamierzamy wprowadzić tzw. »Kartę Powodzianina«, na której będziemy ewidencjonować dary, które otrzyma konkretna rodzina. Dotyczy to głównie droższych rzeczy, takich jak lodówki, pralki, meble i inne elementy wyposażenia mieszkań. Obecnie pomoc, którą niesiemy, ma bardziej doraźny charakter. Nie otrzymałem do tej pory sygnałów, aby po żywność i odzież przychodziły do naszych punktów osoby, które w powodzi nie ucierpiały, choć oczywiście nie wykluczamy, że może się tak zdarzyć. Na szczęście przy rozdawaniu jedzenia są pracownicy szkół, którzy dobrze znają okolicznych mieszkańców. Dzięki ich spostrzegawczości już kilka razy udało się uniknąć sytuacji, w której te same dary kilka razy trafiłyby do tej samej rodziny. Niestety musi starczyć dla wszystkich”.

„Nie chcemy, żeby powtórzyła się sytuacja sprzed kilku dni, kiedy kobieta chciała wziąć od nas pieluchy dla niemowląt, tymczasem my wiedzieliśmy, że jej dzieci są już duże” – dodawała Teresa Plichta z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Karty wydawane były w Zespole Pomocy Społecznej przy ul. Diamentowej 8. W razie zagubienia karty urzędnicy mieli odwiedzać powodzian i sprawdzać w domach, co już otrzymali.

O ile biednych mieszkańców dzielnicy można jeszcze jakoś zrozumieć, to "DB” pisał też o… niesmacznym faksie, jaki nadszedł z jednej z sieci sklepów.
„W nagłówku faksu, który nadszedł z jednego z hipermarketów fundującego 25 ton darów, przeczytaliśmy… PONAGLENIE: „Komunikat prasowy do natychmiastowej publikacji”...

Mimo wszystko pomoc napływała, nie tylko z Polski.
Ambasada Francuska przekazała 100 000 franków. Polonia amerykańska kupiła 5 ton środków czystości.
Pomagali politycy od prawa do lewa.

Prasa zamieściła też odezwę od prezydenta Adamowicza do mieszkańców:
„Drodzy Gdańszczanie!
Już po raz czwarty w ostatnich latach nasze miasto zostało boleśnie doświadczone. Ulewa o niespotykanych rozmiarach największe straty poczyniła na Oruni, w Świętym Wojciechu, Lipcach i części Wrzeszcza. (...) Jako prezydent Gdańska chciałbym zadeklarować, że władze miasta uczynią wszystko, aby zminimalizować skutki kataklizmu z 9 lipca. Nie będzie to jednak łatwe i nie odbędzie się szybko. Na doraźną pomoc poszkodowanym i naprawę szkód z pewnością nie wystarczą nawet nadzwyczajne środki finansowe z miejskiej kasy. Liczymy bardzo na wsparcie z budżetu centralnego. W tej sprawie zwróciłem się bezpośrednio do premiera Jerzego Buzka. Obecnie, kiedy sytuacja powoli stabilizuje się, chciałbym szczególnie zaapelować o pomoc dla powodzian do wszystkich przedsiębiorstw i osób prywatnych. Każdy odruch serca będzie istotnym wsparciem dla ludzi przeżywających dzisiaj osobistą tragedię, a władzom miasta pozwoli na bardziej efektywną działalność przy odbudowie zniszczonych dzielnic. Wierzę głęboko, że raz jeszcze Gdańszczanie nie zawiodą, bo nad Motławą słowo „solidarność" wciąż ma szczególne znaczenie.
Paweł Adamowicz, prezydent Gdańska”.

Ciekawostka z Oruni - w kościele św. Jana Bosko jeszcze w środę ludzie trzymali i suszyli swoje meble - a w sobotę, w tej samej świątyni ksiądz udzielił… dwóch ślubów.

Między weekendem a poniedziałkiem dość mocno padało, wylała Strzyża, nie powodując tym razem dużych strat. Doszło jedynie do podtopienia kilkunastu domów.
Ludzie zaczęli też wracać do domów, mieszkań i sprzątać lokale.

LOTTO, za namową Macieja Płażyńskiego, uruchomiło sprzedaż zakładów specjalnych, z których zysk został przeznaczony na rodziny poszkodowane w powodzi.

Urząd Miasta Gdańska i „Gazeta Morska” zorganizowały akcję „Odbudujmy Gdańsk”. Założenia były proste: wystarczy, że 30 tysięcy osób wpłaci kwoty na fundusz (wtedy rzucono ambitne hasło o wpłatach po 2000 złotych, co stanowiło równowartość ówczesnej przeciętnej pensji) i już będzie można kupić 600 mieszkań dla poszkodowanych. Prezydent Gdańska wpłacił 2000 złotych jako pierwszy.

Przy okazji podano też pełną skalę zniszczeń.
660 budynków do remontu (360 na Oruni, 300 we Wrzeszczu)
200 budynków do rozbiórki (180 na Oruni, 20 we Wrzeszczu).
Z 200 domów do rozebrania trzeba będzie wykwaterować 1930 osób (1600 na Oruni, 330 we Wrzeszczu).

Prezydent zauważył, że część osób, która będzie musiała zamieszkać w hotelach, będzie mieć lepsze warunki niż w dotychczasowym mieszkaniu. Podjęto też decyzję, że pieniądze zbierane na różnych kontach posłużą do sfinansowania „wyprawek” do nowych mieszkań – łóżek, pościeli, ręczników itd.

Klarowała się też sytuacja dotycząca samych lokali. Na nowe lokale – 600 mieszkań – potrzebnych miało być około 50–60 milionów złotych (w cenach z 2001 roku). Rząd obiecał dać 24 miliony. Wstępnie wiadomo było o 200 mieszkaniach do kupienia od ręki. Pod specjalnym numerem telefonu mogły zgłaszać się spółdzielnie, deweloperzy, a nawet osoby prywatne.
Co ciekawe, prawo do nowego lokalu obiecano też osobom, które wcześniej wykupiły zniszczone mieszkania na własność. Nowe lokum miało być jednak komunalne, przez co lokator takiego mieszkania przechodził wtedy „na miejskie utrzymanie” i nie mógł takiego lokalu wykupić. Pierwsi mieszkańcy mieli wprowadzić się tam już we wrześniu.

Ludzie zaczęli urządzać się w nowej rzeczywistości.

Przenieśmy się do 9 lipca 2002 roku, do pierwszej rocznicy powodzi.
“Dziennik Bałtycki” pisał o 316 rodzinach, które dostały nowy kąt. 54 rodziny nadal na niego czekały. Adamowicz obiecuje, że dostaną je do końca roku. Część z nich zamieszka w lokalach komunalnych po rodzinach które się z nich wyprowadziły.
181 rodzin otrzymało lokale w nowym budownictwie (za 166 mieszkań zapłaciło miasto, 15 kupiono za pieniądze z darowizn), 32 rodziny zdecydowały się na lokale z GTBS, 65 na lokale “z odzysku", 38 rodzin - na mieszkania komunalne w nowym budynku na Stogach. Już niebawem miasto przekaże 20 mieszkań przy ul. Srebrnej i Kolorowej, a kolejne 34 - do końca roku.

Straty ogólne wyniosły ponad 200 milionów złotych. Zniszczone zostały 532 budynki.
1300 osób straciło dach nad głową. MOPS wypłacił zasiłki na łączną kwotę 4,5 mln zł, odebrało je 1177 poszkodowanych w powodzi rodzin. Najwyższe wypłacone pieniądze - to 6000 zł.

Ucierpiało 16 przychodni, 52 szkoły, drogi, mosty, skarpy i obiekty melioracyjne.
Gmina wystąpiła do premiera i różnych funduszy o 169 mln zł. Otrzymała tylko... 29 mln.
Wyłożyła z własnych środków - 60 mln zł wyłożyła ze środków własnych.
Ale - w ciągu najbliższych ośmiu lat - potrzebuje jeszcze 455,5 mln zł na inwestycje przeciwpowodziowe. Trzeba zbudować zbiorniki retencyjne, kanalizację deszczową, kolektory ściekowe, przepusty. Do tej pory prace związane z modernizacją kanału Raduni kosztowały 10,7 mln zł.

Dzień przed rocznicą odsłonięto cztery granitowe tablice wskazujące poziom wody, z napisem “POWÓDŹ 2001”.
Znalazły się one na:
ścianie Szkoły Społecznej przy ul. Waryńskiego 36 A
budynku komunalnym przy ul. Słowackiego 70
poczcie przy Trakcie Świętego Wojciecha 444
Gimnazjum nr 10 przy ul. Gościnnej.

Na końcu Raportu „Powódź w Gdańsku 2001” w podsumowaniu autor napisał:
„Środowiska inżynierskie ostrzegały władze administracyjne, że rozszerzenie Gdańska na Górnym Tarasie spowoduje znaczne zmiany w warunkach odpływu i może doprowadzić do powodzi na tym obszarze. Niestety nie podjęto na tym obszarze wszystkich zaproponowanych inwestycji”.

A dziś jest pod tym względem jeszcze trudniej. Dobitnym przykładem zmian w przestrzeni miejskiej jest chociażby zabudowa deweloperska w lesie na Srebrnikach – na terenach, które kiedyś naturalnie przejmowały nadmiar wody z Górnego Tarasu.
Miasto na miejskim portalu chwali się inwestycjami przeciwpowodziowymi - w tym czasie "zrealizowano 60 dużych inwestycji o łącznej wartości ponad 675 mln zł, a pojemność retencyjna Gdańska wzrosła niemal pięciokrotnie".

Wyciągnęliśmy wnioski z lekcji sprzed 25 lat?

Podczas pisania artykułu korzystałem z następujących źródeł:

Archiwum „Dziennika Bałtyckiego”, zgromadzone w Bałtyckiej Bibliotece Cyfrowej – bibliotekacyfrowa.eu

Archiwum „Gazety Morskiej”, zgromadzone w PAN Bibliotece Gdańskiej

Archiwum „Wirtualnej Polski”: https://wiadomosci.wp.pl/trojmiasto/gdansk-650-nowych-mieszkan-jest-potrzebnych-dla-powodzian-6109093186876545a

Raport „Powódź w Gdańsku 2001”, Wojciech Majewski, Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej Państwowy Instytut Badawczy, Warszawa 2010:https://bibliotekanauki.pl/books/2080627.pdf

Miejski portal gdansk.pl:
https://www.gdansk.pl/wiadomosci/25-lat-inwestycji-dla-bezpieczenstwa-Gdansk-rozwija-ochrone-przeciwpowodziowa,a,314215

Gdańsk Strefa Prestiżu

Chcesz aby twoja osoba publiczna była na górze listy Osoba Publiczna w Gdansk?
Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.

Kategoria

Strona Internetowa

Adres


Gdansk