Metal Machina
Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Metal Machina, Edukacja, Tarnów.
23/02/2020
8 STRUN - czyli Neandertalczyk i smartfon.
Dziś nie będę szukał znaczenia tej cyfry. Przyznam, że po ostatnim razie dotarłem do granicy absurdów tego, co można przypisać liczbom. Wydawać się to może śmieszne, ale znajdzie się i tak grupa fanatyków, których nie przegadasz.
Dla jednych i tak ósemka będzie kojarzyła się ze znakiem nieskończoności, ósmą klasą za czasów słusznie minionych, okularami pani od polskiego, dla innych przypominać będzie nawet cholernego bałwanka. Gdy przetniemy 8 wzdłuż powstaną dwie trójki, a gdy w poprzek, dwa... hm baloniki :D
No i tak można w nieskończoność. Wracam, bo odbiegłem za daleko w dywagacje.
Historię świata przepełniają opowieści z tzw "du...y", bez znaczenia dla nikogo innego poza autorem. Oto jedna z nich. ;)
”Paaanie, na ch...ja ci tyle strun, gdy nie masz k..wa tyle palcy...” - (tak - "palcy") - takie zdanie w dosłownym tłumaczeniu usłyszałem kiedyś u podpitego bywalca klubu po jednym z pierwszych koncertów, na których grałem na moim świeżo wystruganym 8 strunowcu, zwanym wtedy pysznie „customem”.
Nie mam tak szczegółowej pamięci do wydarzeń przeszłych. W tej kwestii wspiera mnie dzielnie mój przyjaciel Bartek, który ma niesamowity kronikarski łeb do takich rzeczy, a przy okazji spotkań wspominkowych, śmiechu jest co nie miara .
Ostatnio przypomniał mi pewną nieszablonową sytuację w krakowskim McDonaldzie, kiedy to nasz kierowca niezadowolony z niemożności zjedzenia zwykłego hamburgera w porze śniadań, poruszył ze sprzedającym kwestię zakupu bigosu, czym wywołał niezłą konsternację i poruszenie w całej kolejce do kasy. Poszedł głuchy telefon w kolejce i już myślano, że w Mac-u na prawdę dają bigos. Jestem pewny, że gdyby bigos był wtedy w menu, z pewnością poszedłby na spożycie cały gar. Często zapominamy, że tak bardzo kochamy nasze potrawy, a nie krowie placki...wróć...kotlety zza oceanu :D
No, ale to historia na inny raz, bo znów odbiegam.
Był taki czas kilkanaście lat temu, kiedy to rodzimi gitarzyści zakochiwali się w amerykańskich sprzętach, których ceny były zbliżone do cen dobrych, używanych samochodów, a które niestety rujnowały portfele. Ktoś wpadł na pomysł, by wykonać kopię danej gitary u lutników w kraju w rozsądnej cenie i zanim się zorientowaliśmy ruszył boom na wspomniane wcześniej „customy”. Lutnicy strugali ich ile się dało, lepiej lub gorzej, ale zawsze z sercem. Chłopaki mieli coraz to ciekawsze pomysły, skoro nie ograniczało ich nic, jeśli chodzi o projekty gitar szytych na miarę.
Cóż wiele mówić, sam wpadłem do tego kotła. Zamówiłem w tamtym czasie dwa projekty gitar dla siebie. Jedną 7 strunową kopię Music Mana JP7, a 2 lata później 8 strunową bestię.
Wyjaśni się w tym miejscu tytuł moich dzisiejszych wywodów.
Tak, zachowywałem się wtedy niemalże jak człowiek pierwotny. Nie miałem zielonego pojęcia o lutniczej sztuce, jakie detale, osprzęt, rozmiary mają znaczenie, więc wiele z tych decyzji podejmował lutnik, według moich nie zawsze słusznych, a w większości zwyczajnie głupich, wskazówek.
Miałem to szczęście, że współpracowałem z ogarniętym lutnikiem – panem Przemkiem Sułkowskim z PAS Guitars – profesjonalistą, cierpliwym, życzliwym, wyrozumiałym na moją niewiedzę, ale potrafiącym też postawić mnie do pionu, gdy było potrzeba. Bardzo dobrze zrobił. Przeprowadził mnie całkiem sprawnie przez proces projektowy, czego efektem kilka miesięcy później była gitara 8 strunowa - PAS Perihellium 8.
Nie zwykłem nazywać swoich gitar. Dla mnie to mają być narzędzia do pracy, a siekierom, młotkom czy przetykaczkom do kibla (zależnie od profesji) zwykle nie nadaje się imion. Nie żal potem, gdy się zepsuje, gdy chce się sprzedać lub kupuje nową.
Tu był wyjątek.
Nie, nie. Na tym nie zakończyło się moje neandertalstwo.
W tym momencie człowiek pierwotny dostał do ręki smartfona i przy braku lepszych pomysłów, oraz po teście spożywczym, zaczął nim rozłupywać orzechy, rzucać w płochliwą zwierzynę celem upolowania kolacji. To oczywiście wszystko w przenośni, bo gdzie dziś znaleźć płochliwą zwierzynę ;)
Słowem, nie wiedziałem jak na niej grać, co grać, do czego wykorzystać, jak skorzystać z multum możliwości, które dostałem do ręki. Grałem oczywiście swoje, ale poziom wykorzystania potencjału, który przecież sam chciałem by miała, był bardzo niski.
Gitarę sprzedałem... z wielkim żalem, bo to jednak szyta na miarę i taka moja gitarka, sztuk jeden na świecie. Potrzebna była jednak kasa...
W jej miejsce kupiłem dwie kompletnie nijakie „siódemki”, na których przebujałem kolejne 10 lat, czyli wiecie... kontynuacja neandertalstwa. Ósemkę chciałem odzyskać jakiś czas później, ale poszła w świat i słuch o niej zaginął...
Wyobraźcie sobie, że jej ślad znalazłem dopiero 2 miesiące temu u pewnego bardzo sympatycznego człowieka o imieniu Clement we Francji. Okazało się, że lata już na niej nie grywa, a gitarka leży i się przysłowiowo kurzy. Nikt tu nie miał wątpliwości, że musiałem ją odzyskać. Clement napisał, że nikomu innemu niż mnie - pierwszemu właścicielowi, tej gitary by nie sprzedał.
Tak musiało być!
Popłynęły mi łzy, gdy kurier zawitał do mnie z paczką z Francji. Pieprzony kawał patyka!
Dziś mam ogromną przyjemność z ponownego grania na niej. Mimo, że minęło ponad 12 lat, a sama gitara wymaga lutniczego przeglądu oraz kilku upgrade-ów.
To nie tylko nostalgia, sentymenty, to coś znacznie większego, nieuchwytnego.
W tym kawałku drewna i metalu płynie życie.
Jak u Pinokia, ale bez wydłużającego się nosa i korników ;)
Co pewien czas, wręcz cyklicznie mówi się, że w muzyce zagrano już wszystko, że nie da się już nic nowego stworzyć. Po czym przychodzi ktoś, kto o tym nie wie i to on robi coś nowego, tworzy nową wartość.
Kiedyś tak było z Johnem Petruccim z Dream Theater. Jego zagrywki, solówki, utwory były niemal nie do zagrania. Dziś, po długich latach wielu kanapowych youtuberów gra z podobnym zacięciem i techniką.
Takim kimś w obecnych czasach jest dla mnie Tosin Abasi – wirtuoz, który wycina takie rzeczy na gitarze, które zdają się niemożliwe do wykonania. On korzysta z 8 strunówek w niesamowity sposób. Zrobił kolejny wyłom w spojrzeniu na ten instrument, jego rolę i możliwości, a tym samym dał po nosie wszelkim malkontentom.
Jak widać każda taka postać generuje progres, jesteśmy lepsi, sprawniejsi, otwieramy głowy na bezmiar kreatywności.
Nie będę się tu silił na własne neandertalskie mądrości, więc odsyłam zainteresowanych tematem ERG (extended range guitars) do licznych wypowiedzi Tosina na YouTube, a przede wszystkim do muzyki, którą tworzy w zespole Animals as Leaders.
Pozdrawiam Was pierwotnie :)
Gerard
01/10/2019
6 STRUN.
"Te, Desperado! Ku..wa, zagrajże Chabry z Poligonu" - rozległ się chrypliwy głos dochodzący ze skromnej, ale gustownej osiedlowej ławeczki, którą swoim jestestwem zaszczycił półprzytomny miejscowy koloryt, delektujący się dostojnie flaszką markowego wina z jabłek.
Zaskoczenie zabrało miejsce oczekiwanej prośbie o "pisiont groszy"...
Była wietrzna jesień roku 1999. Tego roku oczekiwano przestawienia czasu na 1900r. i załamania się z tego powodu wszelkich systemów opartych na procesach elektronicznych, łącznie z detonacją reaktorów jądrowych.
Pomykałem wtedy, jakby nigdy nic, na próbę, dzierżąc gitarę w twardym futerale, rzeczywiście przypominającym ten z rzeczonego filmu. Aczkolwiek jego zawartość sporo się różniła od tej filmowej, co przy wnikliwszej kontroli, mogło by pana na ławeczce jednak lekko rozczarować.
Sytuacja rozwinęła się jednak z korzyścią dla nas obu. Ja nie zagrałem, a lokator osiedlowej ławeczki upatrzył kolejną ofiarę, wyraził się w swoim narzeczu do przechodzącej obok lekko głuchawej starowinki (zrozumiały nagły nawrót choroby w tej sytuacji), by po chwili powrócić do upragnionej degustacji i rozkoszowania się chwilą.
Próba minęła szybko, a czas powrotu do domu wypełniało mi pytanie: "co to są te chabry z poligonu?"
To zrodziło kolejne: "czemu tego nie znam?" Dalej poleciała lawina, oczywista w tej sytuacji : "to po co w ogóle grasz?", "dokąd zmierzamy?", " jaki jest sens życia?" i tak dalej i tak dalej.
Zanim dotarłem do domu znałem już wszystkie odpowiedzi na egzystencjalne pytania, poza tą o tych chabrach.
Trzeba ci wiedzieć, że minęło 20 lat od tego spotkania na wietrznej ławeczce, a ja nadal nie znam odpowiedzi na to fundamentalne pytanie. Nadal szukam... ;)
Przy okazji odpowiem, po co mam grać? Bo tego chcę!
Po co Ty masz grać? Nie wiem. Przekonaj się. Zacznij, a ja Cię poprowadzę, potem pójdziesz już sam swoją drogą, by znaleźć swoje "dlaczego".
Czemu 6 strun? A czemu nie?
Lepsze to niż wybierać marnowanie bezcennego życia w trybie stand-by na skromnej, acz gustownej osiedlowej ławeczce.
Zawsze masz wybór! Żyj i działaj! Dziś Twój pierwszy krok!
Gerard
Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.
Kategoria
Strona Internetowa
Adres
Tarnów