SZORTAL
Portal literacki. Newsy, recenzje.
16/06/2026
Pięć krain. Naprawdę upaść – David Chauvel, Jérôme Lereculey
Jagoda Wochlik
„Pięć Krain” to cykl komiksów Davida Chauvela i Jérôme'a Lereculeya. Opowiada o tytułowych Pięciu Krainach – każdej zostanie poświęcone sześć zeszytów. Pierwszych sześć dotyczyło krainy kotów, następnie akcja przeniosła się do krainy małp. Obecny, jedenasty tom pt. „Naprawdę upaść” jest piątym z kolei opowiadającym o perypetiach małpich bohaterów i zdecydowanie widać, że historia zbliża się do końca.
Allisa wciąż walczy o zachowanie władzy w swoim klanie. Dawna sportsmenka, po nieudanym powrocie na arenę, którego podjęła się, by ratować chorujące dziecko, postanawia zaangażować się w nielegalne zakłady. Księżniczka Keona, bez zawiadomienia swojej matki, decyduje się napisać do królowej kociej krainy i spróbować nawiązać dialog oraz doprowadzić do współpracy między państwami. Podróżująca po dżungli studentka – poszukiwaczka dawnych cywilizacji – po ucieczce z niewoli zamieszkującego dżunglę plemienia stara się wrócić do domu, a jeden z jego przedstawicieli, który nigdy nie odnajdywał się wśród swoich, towarzyszy jej w tej wyprawie. Inspektor wciąż bada sprawę morderstwa i zaczyna coraz lepiej rozumieć, że prawda nie ma znaczenia, a liczy się jedynie wypełnienie rozkazów.
Poprzednia odsłona „Pięciu Krain” zdecydowanie bardziej mi się podobała. Trzymała dużo żwawsze tempo, losy bohaterów nie pozostawały mi obojętne (pewnie też dlatego, że koty zabijały się na potęgę i naprawdę było jak w powieściach G.R.R. Martina, nigdy nie wiedziało się, kto zginie na następnej stronie), a i fabuła zaprojektowana została ciekawiej. Małpia kraina wygrywa orientalnym klimatem, ale sama historia… są wątki, które zupełnie do mnie nie trafiły – jak choćby opowieść o losach trójki bohaterów przebywających w dżungli, zarówno obojga odkrywców, jak i niedopasowanego do swojego plemienia tubylca. Mam wrażenie, że także wątek dawnej mistrzyni sportowej, który w omawianym tomie już zakończono, oraz policyjnego śledztwa, a nawet wątek powracającej do domu księżniczki należałoby rozwinąć, bo wszystkie wydają się zaledwie dodatkami do opowieści o wojnie klanowej. A szkoda, bo uważam, że każdy z nich, gdyby je rozbudować, miałby niezły potencjał. Niestety, mam wrażenie, że w tej części naprawdę nierównomiernie podzielono uwagę czytelnika na poszczególne historie.
Nie mam nic do zarzucenia warstwie graficznej. Tutaj wciąż mamy do czynienia z tym samym niesamowitym poziomem i tym nadzwyczajnym zderzeniem pięknych, wyrazistych kolorów, bajkowej kreski i przyjemnego wizualnie świata z tym, co się w tym świecie dzieje – morderstwami, zdradami, intrygami. Wciąż uważam, że to niezwykłe połączenie, które trochę zadziwia, a trochę szokuje.
Niezmiennie polecam komiks „Pięć Krain”. Cieszę się jednak, że „małpia” seria dobiega końca, bo zdecydowanie nie będzie moją ulubioną. Jestem ciekawa, do której z pozostałych trzech krain przeniesiemy się teraz.
Autor: David Chauvel, Jérôme Lereculey
Tytuł: "Pięć Krain. Naprawdę upaść"
Wydawnictwo: Egmont
Tłumaczenie: Maria Mosiewicz
Data wydania: kwiecień 2026
Liczba stron: 60
ISBN: 9788328178458
25/05/2026
Sknerus. Smok z Glasgow – Joris Chamblain, Fabrizio Petrossi
Jagoda Wochlik
Oczywiście wszyscy się zgodzimy, że prawdziwym i niekwestionowanym ojcem kaczych opowieści jest Carl Barks. Niemniej przez lata inni twórcy rozwijali i poszerzali uniwersum o kolejne postaci, wątki, historie. Bardzo istotną odnogą kaczego świata okazały się komiksy powstające w Europie, w tym we Włoszech czy Holandii. „Smok z Glasgow” jest właśnie taką historią – stworzoną przez współczesnych twórców w oparciu o klasyczne dzieje bogacza z Kaczogrodu.
Carl Barks dał nam wiele faktów z życia Sknerusa, jak choćby ten o pierwszej zarobionej dziesięciocentówce. Właśnie do lat, kiedy McKwacz nie był jeszcze sławnym kaczogrodzkim finansistą, a ubogim chłopcem mieszkającym ze swoim klanem w biednej dzielnicy Glasgow odwołuje się komiks Chamblaina i Petrossiego. Otwiera go scena, w której siostrzeńcy chcą pokazać Sknerusowi sztukę wystawianą z kolegami ze szkoły. Stary centuś wyrzuca ich, twierdząc, że nie cierpi teatru. Wcześniej wspomina jednak, że znał dziewczynkę będącą główną bohaterką wystawianej przez chłopców opowieści. W ten sposób cofamy się do końcówki XIX wieku, kiedy wraz z grupą innych dzieci Sknerus bawił się w sztolniach kopalni na przedmieściach Glasgow.
„Smok z Glasgow” jest bardzo krótki, ale jakże on mi się podobał! Przede wszystkim dlatego że czepie pełnymi garściami z biografii Sknerusa, nawiązując do komiksu „Pies Wiskerwillów”. Ponadto album opowiadający o zamiłowaniu Sknerusa do teatru sam staje się wariacją na temat historii znanej nam z „Romea i Julii”. Po trzecie nie stara się uwspółcześniać kaczek. Nie, wręcz przeciwnie, dostajemy konkretną datę – rok 1877, zostajemy poinformowani, że są to czasy dzieciństwa Sknerusa, kiedy rzekomo zaobserwowano smoka z kopalni. Wreszcie to zdecydowanie komiks dla dzieci, ale mimo to zawiera dużo poważniejsze wątki – ci, którzy pilnie uczyli się historii, zauważą społeczne zaangażowanie – wspomniano chociażby to, jak ciężkie było życie ludzi tamtej epoki, jak niebezpieczna była praca w kopalni, a mimo to wykorzystywano do niej dzieci, bo były małe i mogły wchodzić w różne zakamarki szybów.
Nie do końca podobają mi się rysunki Fabrizio Petrossiego. Z jednej strony doceniam, że nieco „odmłodziły”, wizualnie uwspółcześniły kaczki i to naprawdę widać już na pierwszy rzut oka, z drugiej jednak strony… kreska jest na tyle charakterystyczna, że postaci wydają mi się kanciaste, trochę kwadratowe. Przez to, choć bardzo ją doceniam, to jednak nie umiem się przekonać do wizji rysownika.
„Smok z Glasgow” to świetny komiks. Choć zaadresowany do młodszych odbiorców, dzięki nawiązaniom do kanonu kaczych opowieści i słodko-gorzkiemu wydźwiękowi, gdyż w sumie jest opowieścią o kaczorku, który poświęcił marzenia, żeby uratować honor rodziny sprawia, że niejeden dorosły bardziej niż dziecko odnajdzie siebie w tej historii. Nie przegapcie tego tytułu, bo naprawdę warto go przeczytać.
Autor: Joris Chamblain, Fabrizio Petrossi
Tytuł: Sknerus. Smok z Glasgow
Wydawnictwo: Egmont
Tłumaczenie: 9788328169975
Data wydania: Maria Mosiewicz
Liczba stron: 56
ISBN: 9788328169975
19/05/2026
Władza absolutna. Tom 2: Ruch oporu – Mark Waid, Dan Mora i inni
Sztuka utrzymywania napięcia
Marek Adamkiewicz
Pierwsza odsłona „Władzy absolutnej”, czyli kolejnego wielkiego eventu od DC Comics, była zaskakująco dobrym komiksem. Mówię to z perspektywy osoby zmęczonej crossoverami o wysokiej stawce – historiami wypluwanymi przez wydawnictwo z niesamowitą regularnością i prezentującymi starcia z kolejnymi gargantuicznymi zagrożeniami. Tym razem było w tym wszystkim więcej ducha, wydarzenia miały realne znaczenie, a fabuła w znacznej mierze pozostawała „przy ziemi” – i to te czynniki zadecydowały o dobrym odbiorze „Pozbawionych mocy”. Drugi tom zapowiadał się w tym kontekście nader interesująco.
Po ataku Amandy Waller i podległych jej zespołów superbohaterowie zostają pozbawieni mocy i uwięzieni w specjalnym więzieniu. Nie wszystkich udaje się jednak schwytać – najważniejsi z nich nadal pozostają na wolności i organizują ruch oporu przeciwko nowej, niezwykle skutecznej sile. Ocaleni muszą zmierzyć się z całym arsenałem dostępnym Waller, w tym z dawnymi druhami, którzy teraz walczą po przeciwnej stronie konfliktu.
Duże komiksowe eventy mają to do siebie, że zaczynają z wysokiego pułapu. Mocne otwarcie, wysoka stawka i spektakularne zwroty akcji skutecznie przyciągają uwagę czytelnika. Prawdziwy test przychodzi jednak w kontynuacji – to moment, gdy trzeba utrzymać tempo i rozbudować obraz konfliktu, nie wywołując przy tym wrażenia, że fabuła drepcze w miejscu przed wielkim finałem. Drugi tom „Władzy absolutnej” trafia właśnie w ten najbardziej niewdzięczny moment eventu, ale z postawionego mu zadania wywiązuje się zaskakująco dobrze.
„Władza absolutna” to miks zeszytów z różnych serii i, jak łatwo się domyślić, ich poziom jest zróżnicowany. Co jednak istotne – mało który rozdział (czy to należący do głównej opowieści, czy do któregoś z tie-inów) wyróżnia się in minus. Seria jest wyjątkowo równa. Ciekawie prezentują się na przykład wątki z udziałem Batmana. W ich kontekście podobać może się powrót do motywów z runu Chipa Zdarsky’ego, zwłaszcza Failsafe’a. Pokazuje to, że twórcy mają spójną wizję i potrafią twórczo wykorzystywać najlepsze motywy z różnych serii. Batman, jako największy detektyw Uniwersum DC, idealnie pasuje do świata, w którym bohaterowie muszą działać „od dołu” – świetnie używa swoich umiejętności do działania w konspiracji.
Znaczna część albumu to spektakularna nawalanka, podczas której bohaterowie muszą mierzyć się z kolejnymi zagrożeniami przygotowanymi przez Waller. W kolejnych rozdziałach czuć rangę wydarzeń napięcie – warto to odnotować, bo w eventach nastawionych na widowiskowość wcale nie jest to oczywiste. Na szczęście tym razem twórcom udało się znaleźć złoty środek między patosem a mocą opowieści. Pomogło w tym także pojawiające się momentami rozluźnienie atmosfery. Najlepszym przykładem jest zeszyt, w którym Wonder Woman i Robin przesłuchują Bumeranga, chcąc zdobyć lokalizację tajnego więzienia Waller. To historia oparta bardziej na dialogach i dynamice postaci niż na czystej akcji. Mimo to od początku do końca czuć napięcie, a scenarzysta (tutaj jest nim Tom King) udanie pokazuje różnicę charakterów Diany i Damiana. Zeszyt wyróżnia się także absurdalnym, repetytywnym humorem, który jest specyficzny (podejrzewam, że niektórzy czytelnicy z tego powodu uznają ten rozdział za najgorszy w tomie), ale świetnie działa jako chwilowa odskocznia od wielkiej skali całego eventu.
Podobnie jak poprzednio, również tym razem warstwa graficzna jest bardzo zróżnicowana. Na szczęście praktycznie każdy zeszyt można uznać za udany – twórcy stanęli na wysokości zadania, dzięki czemu czytelnicy otrzymali nowoczesne, dynamiczne ilustracje, które po prostu dobrze się ogląda. Sympatycznym dodatkiem jest też galeria okładek zamieszczona na końcu albumu, choć dobrze byłoby, gdyby jednak umieszczono ich w niej trochę więcej.
Wydaje się, że „Ruch oporu” uniknął mielizn charakterystycznych dla środkowych części trylogii. To album równie udany jak „Pozbawieni mocy”, co naprawdę cieszy, a do tego pierwszy od dawna crossover DC Comics, który tak przypadł mi do gustu. Tytuł wygrywa przede wszystkim tym, że po prostu angażuje, a kolejne zeszyty nie zlewają się w jedno, tylko są odpowiednio zniuansowane. Jasne – nie jest to instant classic, ale na płaszczyźnie czysto rozrywkowej komiks prezentuje się solidnie. Mam nadzieję, że zakończenie tej historii okaże się równie udane. Przekonamy się o tym już za miesiąc.
Seria: Władza absolutna
Tom: 2
Scenariusz: Mark Waid i inni
Rysunki: Dan Mora i inni
Kolory: różni artyści
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Tytuł oryginału: Absolute Power Tome 2
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: DC Comics
Data wydania: kwiecień 2026
Liczba stron: 312
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Wydanie: I
Format: 170 x 260
ISBN: 978-83-281-7342-2
Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.
Kategoria
Strona Internetowa
Adres
Marszałkowska
Warsaw
00-000