Hubert Cygan
Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Hubert Cygan, Krytyk kulinarny, ul Cyrhla 19D, Zakopane.
Alba znów mnie oczarowała. Fiera Internazionale del Tartufo Bianco d’Alba to miejsce, do którego wracam jak do domu – z Anią i Tomkiem, w tym samym jesiennym uniesieniu pachnącym ziemią, lasem i świeżo odkrytą truflą. Na kilka tygodni miasto staje się światową stolicą smaku i kultury.
W centrum wydarzeń – Alba White Truffle World Market. Tu powietrze zamienia się w aromatyczny spektakl. Trifulau i certyfikowani dealerzy oferują trufle kontrolowane przez komisję jakości, a między stoiskami czekają degustacje win, pokazy szefów kuchni i prawdziwa historia Piemontu opowiedziana przez rzemieślników.
Nasze tradycyjne zdobycze? Funghi porcini, riso Apollo od DAMA i oczywiście biała trufla od – miejsca, gdzie pasja trwa od 1947 roku.
A wieczorami… muzyka trufli w dwóch wyjątkowych restauracjach.
Piazza Duomo – precyzja i poezja talerza u Enrico Crippy.
La Rei Natura – emocje, aromaty lasu i wspomnienia zamknięte w kuchni Michelangela Mammolitiego.
Fiera to jednak nie tylko smak. To folklor, barwy Palio degli Asini, średniowieczne pochody i energia ludzi, którzy kochają to święto tak samo jak my. Wracam z Alby z poczuciem, że dotknąłem czegoś prawdziwego – tradycji, historii i legendy białej trufli.
Do zobaczenia za rok, Alba. Już tęsknię.
Mieliśmy niezwykłą przyjemność zanurzyć się w świecie
Oliviera Pauriche’a — cukiernika-czekoladnika, którego talent i wrażliwość tworzą słodycze o duszy. Razem z jego pełną uroku żoną Charlotte przyjęli nas tak, jak przyjmuje się kogoś bliskiego: z uśmiechem, spokojem i ciepłem, które natychmiast buduje więź.
W jesiennym świetle Annecy, przy filiżance czarnej kawy o aromacie tak głębokim jak jezioro u podnóża gór, odkrywaliśmy jego kunszt:
„Claudette” — kruche sablé z praliną z orzeszków ziemnych, solony karmel i waniliowa ganache unosząca się jak szept…
„César” — potężny dialog czekolady i karmelu…
„Honoré”, „Françoise” z malinową świeżością, „Gaston” z nutą marakui i imbiru…
A do tego ganache, w których czas jakby się zatrzymywał: wanilia z Tahiti, malina, praliné z orzechów laskowych, solony karmel, mleko z naszych gór.
Olivier Pauriche tworzy cukiernictwo jak opowieść: pełne finezji, nowoczesne, twórcze, wierne francuskiej klasyce, a jednocześnie odważne w poszukiwaniu nowych dróg, nowych dialogów smaków i emocji.
Mieliśmy wrażenie, że przyszliśmy nie do cukierni, lecz do domu, który znamy od lat — jakbyśmy odwiedzali przyjaciół, z którymi wystarczy wymienić spojrzenie, by wszystko było jasne.
Dziękujemy za atmosferę, za słodycz, za piękno chwil, które zostają z człowiekiem na długo.
Nous avons eu la chance de pénétrer dans l’univers raffiné d’Olivier Pauriche, ce pâtissier-chocolatier plein d’empathie et de talent, accompagné de sa charmante épouse Charlotte. Sous le doux soleil d’automne d’Annecy, autour d’une tasse de café noir, nous avons savouré ses créations — « Claudette », « César », « Honoré », « Françoise » « Gaston » et sans oublier les ganaches : vanille de Tahiti, framboise, praliné noisette, caramel salé, lait de nos montagnes.
Olivier Pauriche fait rayonner son univers : une pâtisserie raffinée, moderne et créative, fidèle aux grands classiques français tout en créant ses propres émotions.
Nous avons eu ce sentiment rare d’entrer non seulem dans une boutique, mais dans un chez-soi chaleureux. Merci pour la douceur, la passion et l'atmosphère unique.
74000 - Annecy , 8 rue Royale (au cœur de la vieille ville.
Tel +33 450452339
CYRHLA BISTRO - Z GÓR DO GARNKA, ALE NIE DO NIEBA.
Przyjaciel Szczepan Karpiel-Bułecka, z którym od czasu do czasu pozwalamy sobie na kulinarne przygody w góralskim wydaniu, zaproponował wizytę w Cyrhla Bistro — miejscu, o którym ostatnio coraz głośniej w social mediach. Pojechaliśmy więc na lunch, z ciekawością i otwartymi kubkami smakowymi.
Szczepan, jak to on, pierwszy podzielił się swoimi emocjami w opiniach Google – celnie, dosadnie i z polotem. Postanowiłem przytoczyć jego słowa, dodając od siebie jedynie o jednym daniu, którego nie kosztowaliśmy wspólnie: śledziu na moskolach.
Śledź jak śledź – poprawny, bez zaskoczeń. Towarzyszyło mu grillowane jabłko, mus z bryndzy, konfitura z cebuli i oliwa koperkowa. Brzmi dobrze, ale niestety moskole przypominały teksturą podeszwę butów Louboutina – brakowało tylko czerwonego koloru, żeby dokończyć metaforę.
Resztę pozostawiam w rękach Szczepana – jego tekst mówi wszystko:
„W deszczowe, melancholijne popołudnie (takie, kiedy nawet Morskie Oko wygląda jak mazista akwarela) postanowiliśmy z moim przyjacielem – który potrafi odróżnić demi-glace od rosołu po weselu – odwiedzić Cyrhla Bistro.
Zachęciły nas zdjęcia w Google — wyglądające jakby malował je sam Matejko po L*D — oraz opinie, które brzmiały jak hymn ku czci nowego kulinarnego królestwa. Niestety, rzeczywistość okazała się bardziej jak Konstytucja 3 Maja – niby miało być pięknie, a wyszło… jak zawsze.
1. Ziemniaczane kulki z oscypkiem, palonym porem i pesto ziołowym
Smak oscypka wyraźny, mocny. Pesto jednak zgasło jak nadzieja po obietnicach wyborczych. Por – ciekawy, choć bardziej dekoracyjny niż smakowy. Generalnie: solidna przystawka.
2. Zupa dyniowa (hokkaido), miso, mleko kokosowe, nori, wakame, czarny sezam
Przyjemna, uczciwa, bez tanich zagęszczaczy. Niestety, znalazłem w niej kawałek aluminiowej folii – być może miało to dodać blasku, ale efekt raczej nie ten.
3. Dziwna Kwaśnica 2.0
Tu nastąpił rozbiór smaku. Gdyby nie napis w menu, że to kwaśnica, uznałbym, że to żurek po przejściach – z żeberkiem (szarpane wołowe i wędzone wieprzowe), palone ziemniaki, niewyczuwalne grzyby i tęsknota za kiełbasą. Nawet głodny żołnierz z czasów Austro-Węgier nie podniósłby tego dania z talerza. W menu było napisane Dziwna Kwaśnica – i była.
4. Burger z oscypkiem i porzeczką
Połączenie smakowe trafione, ale mięso przeciągnięte niczym nasze ostatnie posiedzenie komisji sportu w UM. Zero opcji rare, medium – po prostu „McGiewont”.
5. Moskol ze śledziem i jabłkiem
Nie moja bajka, ale mój przyjaciel zjadł jedną czwartą i się poddał. To mówi samo za siebie.
6. Frytki chipsowe
Tu chapeau bas. Złote, chrupiące, jedne z najlepszych na Podhalu.
7. Zakopiańska kanapka klubowa
Porządna porcja dla głodnego taternika, ale bez duszy. Ser walczy z kurczakiem w płatkach kukurydzianych o dominację jak dwa rody magnackie w XVII wieku, a sosu – jakby w ogóle nie zaproszono na ucztę. Potencjał jest, trzeba tylko reżysera.”
Podsumowując:
Nie wiem, czy trafiliśmy na gorszy dzień, czy kuchnia przeżywała potop szwedzki, ale to doświadczenie było bardziej lekcją historii niż kulinarnym uniesieniem. Cyrhla Bistro ma klimat, ma potencjał, ale smaki nie idą w parze z wizerunkiem, który tworzą social media.
Pani kelnerka z klasą nie policzyła za zupę z folią — za co ukłony, bo to rzadkość.
Ale póki co – do Bib Gourmand jeszcze bardziej daleko niż z Cyrhli na Mont Blanc.
23/06/2025
📍 Wrocław, dzień przed Galą Guide Michelin Polska 2025.
Rezerwujemy stolik w restauracji Baba, autorskiej kuchni Beaty Śniechowskiej. Jak zawsze, każdej mojej wizycie w restauracji towarzyszą emocje – tym razem większe niż zwykle. Nie byłem sam. Towarzyszyli mi szefowie kuchni z krakowskiej Folgi (Bib Gourmand 2024 i 2025) – Tomasz Słonina oraz Nazar Danyliuk.
Z Tomkiem łączy mnie szczególna historia – wspólnie tworzyliśmy Restaurant Giewont, nasz pierwszy "kwartet" z Tomaszem Chomowem i Przemkiem Sieradzkim. Po odejściu Tomków, Przemek został szefem kuchni – razem zdobyliśmy pierwszą gwiazdkę Michelin w 2024 roku i utrzymaliśmy ją w 2025.
Już od progu wita nas przyjemna, niemal paryska atmosfera bistro. Kameralne dwie małe sale, stoliki blisko siebie – ale mamy szczęście: wygodny stolik dla czterech osób. Kelner Mateusz wita nas profesjonalnie i sprawnie przyjmuje zamówienie – decydujemy się na wszystko z karty, z wyjątkiem piersi z kaczki. Desery – na razie odkładamy.
Na start – negroni. Prosty, klasyczny, odświeżający. W sam raz, by wprowadzić nas w wieczór.
Zanim pojawiły się ostrygi – sympatyczny poczęstunek: liść ostrygowca, groszek cukrowy, kwiat groszku. Wizualnie – zielono i ekologicznie.
Czas na ostrygi Boudeuse, kaliber 4. Doskonałość tej odmiany to efekt mistrzowskiego procesu hodowli i dojrzewania stosowanego przez Davida Herve. Smak wyjątkowo łagodny, delikatnie słodki, z akcentami morskiej świeżości, łagodną nutą jodu – nieprzytłaczającą, ale obecną – wręcz pétillante. Każda ostryga z innym akompaniamentem: truskawka z fermentowanym zielonym pieprzem, habanero z białą truskawką w occie z czarnego bzu… Kruchość, mięsistość i soczystość dodatków – cudowna równowaga smaku.
Tomek próbował wersji z piklowanym rabarbarem, szalotką, hibiskusem, olejem z liści czarnej porzeczki i redukcją z jabłek (szara reneta) – i już namawiał mnie do zamówienia kolejnej porcji. Nazar – zachwycony ostrygą w ciepłym bulionie z chimichurri. Na moment zrobiło się naprawdę międzynarodowo.
Pan Mateusz, nasz kelner, starał się prowadzić kolację według własnej narracji – ale my wiedzieliśmy, że prawdziwa przyjemność dopiero się zaczyna.
Krokieciki z dorszem i porem. W karcie: dwie sztuki. Nas – trzech. Może drobna sugestia do kuchni, by dorzucić trzecią? Dorsz islandzki, porowy majonez, beszamel – malutkie, ale smakowo trafione.
Kolej na petit bonbon – pierogi z „tłuściochem” z prasowanego krowiego sera od Wańczyków (Lidzbark Warmiński). Słodycz mleka, nuty cytrusów, maślany sos, szałwia, tymianek – i doskonałe ciasto, przypominające najlepsze wspomnienia z Copernicusa u Marcina Filipkiewicza. Talerz piękny, smak – jeszcze piękniejszy.
Tatar z pstrąga z Zielenicy – z migdałowym sosem, kwiatami: habry, nasturcja, groszek, sałata. Ładny, ale jak na tatara – trochę zbyt ukwiecony.
Następnie – śledź. Kwaśna śmietana, rzodkiew, liście nasturcji, majonez porowy. Jednogłośna decyzja: danie wieczoru. Błyskotliwie zbalansowane, genialne w prostocie.
Tatar wołowy z ligawy – szalotka, szczypiorek, piklowana gorczyca, sos sojowy, emulsja z prażonych drożdży. Serio – klasa, perfekcyjnie dopracowany.
I tu – wielkie brawa dla kelnera Roberta. Tembr głosu, tempo, precyzja – wzór obsługi.
Tatar? Dla mnie i Nazara – miejsce pierwsze. Tomek woli śledzia, ale tatar również bardzo wysoko.
Do kieliszka bursztynowego wina Kamila Barczentewicza – dyskutujemy.
Przychodzi cebulowy tost z serem Samiego od Wańczyków. Z cebulową esencją na bazie kombu – każdy z nas dostaje własną czarkę (co warto docenić).
Mateusz jednak znowu nieco teatralnie instruuje nas, jak nie wkładać tosta do czarki. Było zabawnie.
Tomek podsumowuje: Soupe à l’oignon revisité – zupa cebulowa w nowej odsłonie. Trafione.
Risotto z białym szparagiem. Sofrito, bulion, liście portulaki, kwiaty nasturcji, młode pędy czosnku – brzmi świetnie, ale zapomnieliśmy o nim już przy następnym daniu.
Mielony Royal – niestety bardziej „mielony” niż „royal”. Jedynie purée z masłem umami wywołało dreszcz ekscytacji, który szybko minął.
Dorsz z sosem beurre blanc na bazie bulionu z turbota – delikatny, estetyczny, dobrze wykonany. A po nim – antrykot wołowy z czosnkiem niedźwiedzim i truflą (niepotrzebną). Cena – 310 zł. Nie chodzi o snobizm, chodzi o proporcje. Danie bez głębi, bez pazura. I raczej medium niż rare.
Deser. Kelner Mateusz poleca „babę” – klasykę lokalu. Ciasto drożdżowe, nasączane rumem, Amaro Montenegro, podpalane, krem chantilly, mascarpone, bita śmietana, karmel i whisky.
Dekadenckie. W sam raz na finał.
Na koniec – trzy kieliszki Chartreuse Jaune. Dla zdrowotności, oczywiście.
Jedzenie? Dobre, momentami bardzo dobre. Choć przy takim wyróżnieniu oczekiwałoby się kulinarnej ekstazy – nie tylko solidności, ale i emocji.
Ale największe danie wieczoru miało dopiero nadejść.
Po kolacji, pod wpływem atmosfery i zbliżającej się Gali Michelin, postanowiłem poprosić gospodarza wieczoru – szefową Beatę Śniechowską – o kilka słów. Jak zawsze, gdy odwiedzam restauracje. W końcu szef/właściciel to serce tego miejsca. Nie odwiedzam restauracji, jeśli nie ma szefa kuchni.
Spotkałem się jednak z reakcją, którą trudno nazwać inaczej niż… wykwintnie chłodną.
Dowiedziałem się, że Pani Beata jest kobietą wolną – w duchu i w rozmowie – i nie musi rozmawiać z każdym gościem. Jeśli Jej gościnność – jak usłyszałem – nie przypada mi do gustu, to nie Jej problem.
Cóż. Pani Beata gotuje z serca, jak mówi – którego, być może, tego wieczoru nie zostawiła przy naszym stoliku.
🎖️ Gratulacje dla restauracji Baba za wyróżnienie Bib Gourmand 2025.
Bo jeśli kuchnia ma być „dobra i w przystępnej cenie”, to najwyraźniej hospitalité to już luksus z innej, niedostępnej półki.
06/06/2025
Mauviel 1830 – elegancja zaklęta w metalu
Od blisko dwóch stuleci, w normandzkim miasteczku Villedieu-les-Poêles, manufaktura Mauviel uosabia to, co w sztuce kulinarnej najdoskonalsze. Miedź, stal nierdzewna, aluminium – każdy z tych materiałów jest tu traktowany z najwyższym szacunkiem i doprowadzany do absolutnej perfekcji.
To nie jest zwykła marka. To legenda, której ufają kucharze na całym świecie – od Tokio po Paryż. Mauviel to tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie, precyzja wykonania, ale i czułość wobec detalu, który czyni gotowanie sztuką.
Gdy trzymasz w dłoni rondelek Mauviel, czujesz ciężar historii. Nie tyle gotujesz, co kontynuujesz opowieść. Dla mnie to więcej niż narzędzie – to intymny manifest szacunku dla produktu, smaku i czasu spędzonego przy ogniu.
Mauviel 1830 – L’élégance à l’état pur
Depuis près de deux siècles, la maison Mauviel, installée à Villedieu-les-Poêles en Normandie, incarne l’excellence de la batterie de cuisine française. Cuivre, inox, aluminium : chaque matériau y est sublimé. Les chefs du monde entier – de Tokyo à Paris – font confiance à cette marque d’exception, synonyme de transmission, de précision et de beauté fonctionnelle.
Un ustensile Mauviel, c’est plus qu’un outil : c’est une déclaration d’amour à la cuisine.
Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.
Kategoria
Strona Internetowa
Adres
Ul Cyrhla 19D
Zakopane
34-500